Polska wybrała nowego prezydenta. Przez najbliższe pięć lat
stanowisko głowy państwa będzie piastował Bronisław Komorowski. Jak zwykle po
kampanii przychodzi czas rozliczeń i podsumowań.
Jak zwykle pojawia się też podział na zwycięzców i przegranych. Paradoksalnie
jednak, najliczniejsza jest grupa „wygrano-przegranych”, czyli takich polityków,
którzy jednocześnie podczas tej kampanii odnieśli i sukces i porażkę.
Zacznijmy od Komorowskiego. Wygrał wybory, więc jego sukces jest bezsporny.
Wygrał, mimo katastrofy w Smoleńsku, mimo powodzi i mimo miernej kampanii. Gdzie
więc przegrał? Przewaga, jaką osiągnął nad Kaczyńskim jest niewielka, zwłaszcza,
jeśli wziąć pod uwagę wstępne sondaże, które nierzadko wskazywały na zwycięstwo
Komorowskiego w I turze, a nawet, jeśli nie wskazywały na tak szybkie
rozstrzygnięcie kampanii, to dawały Komorowskiemu przewagę miedzy 20 a 15 %.
Komorowski nie umiał przeprowadzić sprawnej i wyrazistej kampanii, nie umiał
zaproponować nic bardziej konkretnego poza wyświechtaną „zgodą ponad podziałami”
i bycia „anty-pisem”. Komorowski rozpoczyna urzędowanie zastając Polskę mocno
podzieloną a jego mandat do sprawowania urzędu nie jest tak mocny jak mógłby
być. Bycie prezydentem wszystkich Polaków może okazać się, w tych warunkach,
wyjątkowo trudne. Skończy się też zasłanianie Lechem Kaczyńskim w sprawach
reform modernizujących państwo. Jeśli Platforma szybko i sprawnie nie zacznie
ich teraz przeprowadzać to jej sondaże, tak jak sondaże Komorowskiego, polecą
mocno w dół a odwieczny zarzut opozycji o lenistwo i mała aktywność rządu okaże
się prawdą.
Kaczyński przegrał z Komorowskim, mimo, że to on był stroną goniącą, miał za
sobą publiczne media i możliwość czerpania z dorobku swego brata. Mimo to
również może uważać się za zwycięzcę. Z poparcia rzędu 30 % udało mu się niemal
dogonić Komorowskiego. Udowodnił, że projekt IV RP nie został jeszcze pogrzebany
i ma swych zwolenników. Słowem uzyskał kapitał, który może wykorzystać przy
następnych wyborach (niekoniecznie prezydenckich) i przy potknięciach PO pokusić
się nawet o wygraną. To duży sukces, zwłaszcza, jeśli spojrzymy na niskie
notowania PiSu sprzed kampanii.
Kolejny wygrno-przegrany to Grzegorz Napieralski. Nie wszedł do drugiej tury a
jego poparcie nie powala na kolana. Mimo to z 5-6 % udało mu się osiągnąć wynik
na ponad 13%. Przede wszystkim jednak przestał być anonimowym przywódcą SLD.
Dziś wiedzą o nim wszyscy Polacy a Sojusz jest potencjalnym koalicjantem zarówno
dla PO jak i dla PiSu.
Nieźle wypadł też Janusz Korwin Mikke, który znalazł się na czwartej pozycji.
Zdecydowanie odstawał od czołówki, ale bez wsparcia mediów, potrafił wyprzedzić
Pawlaka i Olechowskiego, polityków bardziej popularnych i aktywniejszych w
ostatnich latach. Jego przykład pokazuje też jak ważnym medium w kampaniach jest
dziś internet, w którym Korwin-Mikke jest aktywny od lat, a jego filmiki na
YouTube są zawsze często oglądane i to nie tylko w kampanii.
Tu dochodzimy do dwóch największych przegranych tej kampanii – Pawlaka i
Olechowskiego (Leppera nie liczę, bo koniec jego bytności politycznej był już
dawno przesądzony). Porażka Pawlaka jest szczególnie zaskakująca. W jego
przypadku nikt co prawda nie liczył na wejście do II tury, ale wynik na poziomie
1, 8 % jest gorzej niż zły, zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jest on
członkiem rządzącej koalicji, co zawsze zwiększa poziom promocji medialnej. Ten
wynik mocno podważa pozycję Pawlaka w rządzie i pozycje PSL-u w koalicji. To
może być źródłem frustracji w tej partii, co z kolei doprowadzi do większych
zgrzytów z PO, które zaczęły się już podczas kampanii w dyskusji nad kandydaturą
Marka Belki na prezesa NBP.
Andrzej Olechowski przegrał równie sromotnie. W wyborach w 2000 r. uzyskał 17 %
i to poparcie zostało przekute w stworzenie nowej partii Platformy
Obywatelskiej. Olechowski próbował powtórzyć ten zabieg, przekuwając swe
poparcie dla Stronnictwa Demokratycznego, które popierało go w tych wyborach.
Historii jednak nie udał się powtórzyć a porażka Olechowskiego jest też wielką
porażką SD, Pawła Piskorskiego i całego ruchu liberałów próbujących stworzyć
alternatywę dla PO.
Tak, więc w dziwnych wyborach – z cichą i niemrawą kampania wyborczą, ze
sterowanymi debatami i brakiem wizji Polski uzyskaliśmy dziwne wyniki- bez
prawdziwych zwycięzców za to z dwoma prawdziwymi przegranymi.
Paweł Kowalski